| LARS VON TRIER O FILMIE |
|
Większość rozwiązań technicznych w Elemencie zbrodni zawdzięczam temu, czego nauczyłem się podczas studiów filmowych. Niemal cała ekipa techniczna składała się z moich akademickich kolegów. W sumie przy tym filmie pracowało aż siedmiu debiutantów, co jest zupełnie niezwykłe (...). Przygotowaliśmy bardzo szczegółowy scenopis wraz z operatorem i montażystą (...). Co zaś do samej fabuły, to postanowiliśmy zrobić film ściśle trzymający się reguł popularnego gatunku. Nie chcieliśmy robić filmu przeznaczonego do kin studyjnych. Pragnęliśmy udowodnić, że można wybrać sobie określony gatunek, gatunek filmu kryminalnego i posłużyć się nim zupełnie inaczej, niż tego się oczekuje.
(...) Kamera w Elemencie zbrodni porusza się zgodnie z rytmem moich fobii. A mam dwie fobie: lęk przestrzeni i klaustrofobię. Europa z mojego filmu nie kojarzy się z żadnym konkretnym krajem, ponieważ chcieliśmy zrobić film, który mówiłby o Europie, jako o pewnej całości, a nie tylko o Danii czy innym kraju. To prawda, że Europa z mojego filmu znajduje się w stanie rozkładu, stacza się. Pragnęliśmy pokazać ją spatynowaną, skorodowaną przez wiatr i deszcz, w walce między naturą i kulturą. Ta walka to temat najbardziej mnie pasjonujący. Staje się ona bardziej graficzna, gdy pokaże się ją w deszczu - jak u Kurosawy. Ulubionymi przeze mnie i mojego współscenarzystę pisarzami są: Hammett, Joyce i Beckett. Czytałem zresztą Ulissesa tuż przed realizacją Elementu zbrodni. Są w tym filmie także cytaty z Finnegan's Wake Joyce'a. Z Larsem von Trierem rozmawiali Alain Carbonnier i Doug Headline, Cinéma 85 |