PRASA O FILMIE
 

Kadr z filmuElement zbrodni to koszmarnie pesymistyczna wizja Europy w niedalekiej przyszłości, zalanej wodami pełnymi końskich trupów, skąpo oświetlonej, chłostanej wyjącym wichrem, skąpanej w brudnych tonach żółto-sepiowych. (...).
Skomplikowana akcja o zabójcy młodych sprzedawczyń biletów loteryjnych i o policjancie, który dla wyjaśnienia zbrodni musi zidentyfikować się ze zbrodniarzem. Pozostaje zaskakująca fantazją wizja autora, komunikowana widzom niczym w transie hipnotycznym, któremu ulega bohater w fotelu psychoterapeuty.
Nietrudno zauważyć u von Triera przemożne wpływy ekspresjonizmu, przede wszystkim spod znaku Carla Dreyera, rodaka, którego uwielbia.

Jerzy Płażewski - Lars von Trier - konieczność odnowy, Kino, nr 2/1999

Policjant Fisher (Michael Elphick) przebywa w Kairze. U dziwacznego psy-choterapeuty wspomina czy właściwie śni swój pobyt w Europie. Po nie wyjaśnionej katastrofie Europę zalewa woda. Wszystko rozpada się, gnije. Narracja zza kadru, towarzysząca temu delirycznemu wspomnieniu, ciągle przypomina widzom, że mamy do czynienia z fikcją tworzoną przez Fishera i przez twórców filmu jednocześnie. (...) Meandry (prowadzonego przez Fishera) śledztwa w sprawie zabójstw sprzedawczyń loterii, które prowadzi w końcu donikąd, to nie tylko popis eklektycznego, jednak zadziwiająco spójnego stylu. Fisher bardzo chce obudzić się ze swego snu, w końcu wręcz błaga o to. Von Trier miał chyba podobne pragnienia. Stworzył z filmu, jak sam mówił "coś w rodzaju religii", bardzo własny sen.

Film, nr 11/1997

Cóż z tego, że niektórzy uważają kino za martwe? Wolę tych, którzy tak jak von Trier wierzą jeszcze w jego magię i jego wywrotową siłę. Być może przyszedł czas dla nowej rasy poszukiwaczy przygód w marzeniu, budowniczych utopii, którzy znów obudzą w nas pożądanie kina.

Alain Carbonnier, recenzja filmu Element zbrodni, Cinéma 85

Kadr z filmu Formalnie Element zbrodni łatwo sklasyfikować, to film policyjny i czarny, o serii morderstw i tropieniu mordercy. Ale... Lars von Trier powtarza z uporem: Jestem mocno przekonany, że ten film to rodzaj rozważania o filmie. I dodaje bardziej wyczerpująco: Mój film ma kupę przodków, inspiracją był ekspresjonizm. To także bękart kina amerykańskiego i europejskiego. Od siebie dodam, że także "bękart" surrealizmu, równocześnie literatury znaczonej takimi nazwiskami jak Hammett i Robbe-Grillet.
Choć
Element zbrodni jest produkcji duńskiej, dialogi są mówione po angielsku. Lars von Trier uzasadnia to dwojako, niekomercjalnie: rzecz dzieje się gdzieś w Europie i chodzi o to, by film pozbawić wszelkiej "duńskości"; po wtóre - do takich gatunków, jak filmy policyjne, detektywistyczne i kryminalne najlepiej pasuje język angielski. Stąd w rolach głównych Anglosasi: inspektor Fisher - Michael Elphic, prostytutka Kim - Me Me Lei, profesor Osborne - Esmond Knight i szef policji Kramer - Jerold Wells, z pochodzenia Australijczyk. Z wykonawców najciekawszą postacią jest Esmond Knight, niewidomy aktor filmowy, telewizyjny i teatralny. W czasie II wojny światowej był oficerem na "Prince of Wales", który zatonął trafiony pociskami pan-cernika "Bismarck". Wtedy stracił wzrok. Dziś ma 78 lat (w istocie 79, gdyż Esmond Penington Knight urodził się 4 maja 1906 r., w East Sheen, Surrey, w Anglii. Ten wy-bitny aktor, występujący od 1925 r., grał zarówno role szekspirowskie, m. in. w tele-wizyjnej serii BBC Shakespeare, jak i występował w popularnych serialach, m. in. Ja, Klaudiusz. Po roli Osborne'a w filmie von Triera zagrał jeszcze w dwóch produkcjach telewizyjnych i Supermanie IV. Zmarł 23 lutego 1987 r. , sic! , w Egipcie - przyp. KS).
Jakkolwiek akcja jest sensacyjno-psychologiczna, nie ona, czy raczej nie tylko ona decyduje o filmie. Bowiem przede wszystkim decyduje sama obrazowość filmu, jego koncepcja wizualna. Podstawowym elementem jest wykreowany obraz świata bu-twiejącego od wilgoci - uniwersum ciemności i wody, gnicie i rozpad. (...) Warstwa wizualna, wyjątkowo kreacyjna, zarazem sugestywna - przylega do treści. (...) Ele-ment zbrodni - mimo cytatów i para cytatów z innych filmów, mimo wyraźnych nawią-zań do różnych poetyk, nawet estetyk - jest dziełem spójnym i jednorodnym. Co więcej - dziełem fascynującym. Jest taki dzięki pasji autorów, dzięki jednorodności niejednorodnego tworzywa, wreszcie dzięki jakiejś posępnej metafizyce. To także szpetota przemieniona w piękno, w deliryczną urodę kadrów i sekwencji. Wszystko przemija: to powiedzenie można przekształcić na "wszystko gnije"... Tu miejsce na, co prawda dość ryzykowne, skojarzenie między Śmiercią w Wenecji a Elementem zbrodni.

Aleksander Ledóchowski - Element zbrodni, Film, nr 2/1985

Kadr z filmu Detektywistyczna podróż do Europy jest snem o wodzie, erotycznym i zbrodniczym, śnionym w pustynnym Kairze. Cała intryga, rządząca się prawami kina i snu, ma charakter autotematyczny. Fisher śni starymi filmami - jest to więc zarazem "sen" reżysera, zaś zbrodnia, którą się tu bezskutecznie tropi, jest równoznaczna z procesem filmowania. Element zbrodni można więc potraktować jako spełniony sen dwudziestoparolatka, absolwenta szkoły filmowej w Kopenhadze, wykształconego na Wellesie, Hitchcocku i Eisensteinie, Langu i Tarkowskim. W wypowiedzi dla "Revue du Cinéma" von Trier potwierdza, że Element zbrodni jest właściwie filmem o filmie:
- Dawne "czarne filmy" zawierały logiczne wytłumaczenie. Niczym w kreskówkach, występują tam zawsze dobrzy i źli, zawsze jest jakieś rozwiązanie (fabuły). Ja przejąłem stamtąd jedynie pewne chwyty. Najciekawsze obrazy nie są pokazane na ekranie. One tworzą się poza filmem, w wyobraźni widza. Po wyjściu z kina.
(...) Zarówno samą wizję, jak i wyznania reżysera trzeba uznać za wypowiedź zna-czącą, która charakteryzuje nowy typ wrażliwości filmowej. Przypadek von Triera ukazuje, jak dalece zdezaktualizował się podział na artystów "wierzących w obraz" i "wierzących w rzeczywistość", jak głęboko weszło kino w naszą podświadomość. Obraz filmowy, traktowany jako fakt wewnętrzny, wrócił do swego źródła - snu.

Tadeusz Sobolewski - Sen jest filmem, Kino, nr 6/1985