|
Z Lukasem Moodyssonem rozmawia Aaron Krach
Aaron Krach: Skąd taki tytuł filmu? Lukas Moodysson: Na początku wymyśliłem inny. Potem zapisałem ten, lecz potraktowałem go jako żart. Od razu się jednak przyjął. To fragment dialogu z filmu. Filmy o nastoletnich lesbijkach nie są zwykle kasowymi przebojami. Dlaczego więc, twoim zdaniem ten film stał się tak popularny? Każdy inaczej go odbiera. Tydzień temu jechałem taksówką. Taksówkarz powiedział mi, że choć nie akceptuje homoseksualizmu, film bardzo mu się podobał. Innym widzom podoba się na przykład dlatego, że przypomina im czasy, gdy mieli piętnaście lat i spędzali wieczory z przyjaciółmi. Chodzili na imprezy, upijali się i wymiotowali w łazience. Dla kobiet o orientacji homoseksualnej to ważny film, ponieważ stanowi pierwszą, realistycznie przedstawioną historię o ich życiu.
Jesteś heteroseksualistą. Czy spotkałeś się z zarzutami, że nie czujesz tego środowiska na tyle dobrze, by nakręcić taki film? Nic mi o tym nie wiadomo. Szczerze mówiąc, bardzo się tego obawiałem. Kiedy zaczynałem pisać scenariusz, ta historia wyglądała inaczej. Kiedy scenariusz przybrał ostateczną postać opowieści o dwóch dziewczynach, pomyślałem : "Nie mogę zrobić tego filmu". Obawiałem się, że ludzie pomyślą, że to moja erotyczna fantazja czy coś w tym rodzaju. Czy przyjąłbyś propozycję, by nakręcić coś w Hollywood? Byłoby mi ciężko zrobić film w Stanach. Nie wiem, jaki wywarłoby to na mnie wpływ. Z jednej strony zależy mi, by filmy docierały do szerokiej widowni, z drugiej jednak - mam osobistą i bezkompromisową wizję kręcenia niezależnych filmów. Bardzo chciałem, by mój film stał się popularny w Szwecji. W Europie często zapominamy o tym aspekcie. Za to Amerykanie doskonale potrafią robić takie właśnie lekkie i zabawne filmy. Europejskie są bardziej poważne i osobiste. Chciałem i chciałbym połączyć te dwa elementy. Jestem dumny ze swojego filmu, bo robiąc go, nie poszedłem na żadne artystyczne ustępstwa, a mimo to osiągnął duży sukces komercyjny w Skandynawii. Wywiad przeprowadzony na łamach portalu internetowego: www.indiewire.com Wywiad z Lukasem Moodyssonem przeprowadzony na łamach szwedzkiego magazynu filmowego "Film-Zoom" 10/1999
Jesteś trzydziestolatkiem. Nie obawiałeś się pisania dialogów dla nastolatków? Czy ja wiem? Sam też kiedyś miałem piętnaście lat. Dialogi pisało mi się bardzo łatwo. Po skończeniu scenariusza pokazałem go młodym ludziom z małych wiosek, miedzy innymi z Amal, a także młodym lesbijkom. Okazało się, że moje dialogi zabrzmiały dla nich bardzo naturalnie. Fucking Amal był rozpowszechniany razem z filmem Mifune. Estetyka Dogmy była wtedy u szczytu popularności i próbowano porównywać twój film do Mifune. Rozumiem to, bo oba filmy są podobne pod względem tematyki. Obie historie są wzięte prosto z życia. Jednak Fucking Amal jest filmem nakręconym w klasyczny sposób. Kiedy go realizowaliśmy, żaden z filmów Dogmy nie był jeszcze pokazywany w kinach. Moim zdaniem zasady Dogmy to bzdura, choć zrobione według nich filmy bardzo mi się podobają.
Czy ogromny sukces filmu w całej Skandynawii, i to wśród wszystkich grup wiekowych, był dla ciebie zaskoczeniem? Nie, nie spodziewałem się tego, ale oczywiście bardzo się cieszę. Kiedy pracowaliśmy w Amal, aż huczało tam od plotek, że kręcimy film o lesbijkach. Lokalne władze zrobiły się bardzo podejrzliwe. Teraz są nam wdzięczne, bo mnóstwo ludzi przyjeżdża, by zobaczyć Amal i dzięki temu mają dodatkowe wpływy. Przy wjeździe do wioski postawiono nawet tablicę "Witajcie w pieprzonym Amal". |