|
"Zarówno Festen jak też Idioci są filmowymi egzemplifikacjami DOGMY 95, wiernymi "ślubom czystości", co reguły manifestu ograniczają - filmowanie w jednej lokalizacji, z wykorzystaniem stuprocentowego dźwięku, bez prac postprodukcyjnych, odrzucenie stylu filmowej narracji charakteryzującym określony gatunek. DOGMA 95 proklamuje nonsensownie, że "kino nie jest iluzją". Celem tego artykułu nie jest zastanawianie się, czy ów manifest popiera autentyczne pragnienie pójścia w ślady dostrzegalnej utraty autentyczności w kinie (jeśli nie jest to absurdem), czy może powinien on być postrzegany jako pastisz historycznych manifestów młodych twórców filmowych, jak chociażby niemieckiego manifestu z Oberhausen. Interesujące jest natomiast, czy idea kina europejskiego dotycząca przekraczania dotychczasowych reguł realizowania filmów zawiera się w DOGMIE 95 i jest zrealizowana w Idiotach. W twierdzeniu, że "kino antymieszczańskie" (przez co bez wątpienia rozumie się francuską nową falę) "stało się mieszczańską szmirą", DOGMA 95 przybiera rewolucyjną pozę, która ma stworzyć pozory chęci ożywienia buntowniczego kina modernistycznego wraz ze sceptycznym postmodernistycznym klimatem. Zasady gry stają się jasne, kiedy padają słowa o zrobieniu tego "kosztem wszelkiego poczucia dobrego smaku". Niemniej jednak zachowany jest pewien kulturalny klimat, stanowiący główny nurt Serial Mom Johna Watersa, podczas gdy nikt nie oskarżył o dobry smak There's Something about Mary. Jeśli chodzi o Idiotów, to wysiłek by zrezygnować z dobrego smaku, wywołuje głównie taki skutek, że tracimy pewność własnych podstaw. Grupa przyjaciół wywodzących się z niezbyt bogatej inteligencji postanawia podjąć eksperyment z pewną formą regresji - "pozwolić sobie na uwolnienie wewnętrznego idioty". Karen, młoda, przygnębiona życiem robotnica, obserwuje działania trzech członków grupy, kiedy w restauracji udają upośledzonych umysłowo, śliniąc się nad talerzemi i bałaganiąc. Dziewczyna zostaje zaproszona do towarzystwa. Von Trier w paradokumentalnym stylu filmuje wypowiedzi członków grupy na temat przewidywalnych skutków ich sposobu bycia. Liczy na zaangażowanie widza, kiedy Karen wyraża coś w rodzaju moralnego niepokoju. Stoffer, luzacki bratanek właścicielema domu położonego w bogatej dzielnicy, w którym mieszkają "idioci", napędzany jest nieokreślonym gniewem skierowanym przeciwko poprawności klasy średniej. Formułuje tak nowatorskie myśli, w stylu "idiotami są ludzie przyszłości - luksus, tylko nie krok naprzód". Karen szybko mu replikuje, że są ludzie naprawdę chorzy i pyta "Czy da się usprawiedliwić zachowanie idioty?" "Nie da się" - odpowiada Stoffer. Podobnieproblemów podniesionych przez zafascynowanego tym pomysłem Larsa von Triera nie da się rozwiązać tak łatwo. Karen znajduje na krótko dom wśród owej grupy, azyl przed samotnością i rozżaleniem. Wydaje się, że dzięki postaci tej dziewczyny von Trier w końcu dochodzi do konkluzji dotyczącej autentycznego cierpienia i sposobu realnego radzenia sobie w życiu. Niestety, zbyt długo byłiśmy poddawani filmowym prowokacjom. Pierwszą stanowi seria scen: z bogatą młodą kobietą, która chce kupić dom, z lokalnym radnym ofiarowującym Stofferowi pieniądze, by zorganizował swój "dom opieki dla niepełnosprawnych" gdzie indziej, ażeby utrzymać ekskluzywność dzielnicy. Tutaj reżyser kusi nas, byśmy wzięli stronę grupy "idiotów", zbuntowanej przeciwko przedstawicielom klasy średniej niepokojącym się o zachowanie "dobrego smaku". Druga prowokacja, dokonująca się przez odwołanie do wspólnej wiedzy, ma uświadomić nam współudział w grze. Trzecia zaś - a jest uświadomieniem krańcowego bezsensu w przekraczaniu reguł - zarówno przez bohaterów wobec siebie, jak i samego filmu wobec widzów. Sedno Idiotów tkwi w pragnieniu samej prowokacji, co w z góry skazane jest na niepowodzenie. "Niektórzy ludzie - mówi von Trier do duńskiego dziennikarza, Petera Oviga Knudsona - mówią, że to wszystko jest bardzo głupie, i rzeczywiście, tak właśnie jest. W pewnych momentach katastrofalnie głupie: złośliwa, nierozsądna, bezsensowna bezmyślność". Lars von Trier to nazwisko dobrze znane w Danii, zawodowiec w świecie niezależnego kina europejskiego. Po międzynarodowym sukcesie Przełamując fale nie musi realizować filmów niskobudżetowych, ani wywoływać skandalu, by być zauważonym. Tym, co dla niego znaczą ścisłe zasady DOGMY 95, to pewna rezygnacja z kontroli, na której może skorzystać tylko cieszący się sukcesem twórca filmowy i zezwolenie aktorom na improwizację przed kamerą. Scenariusz Idiotów został napisany w cztery dni, co von Trier porównuje do dwóch tygodni, jakie markiz de Sade poświęcił na napisanie w Bastylii Justyny. Reszta to improwizacja. W rezultacie Idioci naruszają nie tylko reguły techniczne, ale także brytyjskie nakazy cenzuralne dotyczące pokazywania genitaliów i seksu. W scenie, w której przyjęcie przeradza się w orgię, prowadzona z ręki kamera von Triera ujmuje kopulujące genitalia aktorów. [...] Jest tu sugestia, że to, co wydaje się mentalną niemożnością, może być agresywnym żartem. Stanowi zapewne punkt zwrotny w filmowym przekraczaniu reguł fakt, że scena taka niesie oczywisty kontekst narracyjny, jakąś niepewność. W porównaniu z tym penis w stanie erekcji w erotycznej scenie między Marią i Davidem w filmie Sitcom wydaje się sytuacją mniej umotywowaną poprzez swój fałszywy zamiar dokumentalnej autentyczności, zamiast kierowania się potrzebą uświadomienia widowni, że oto zmieniają się reguły rządzące kinem." [...] Richard Falcon, "Sight and Sound" styczeń, 1999 |