| PRASA O KRÓLESTWIE I i II |

Królestwo - duńska odpowiedź na Miasteczko Twin Peaks - połączenie gotyckiej opery mydlanej z komedią o siłach nadprzyrodzonych. W Królestwie, (...) odbija się wszystko - od Hamleta po Czarodziejską górę.
Stephen Holden, The New York Times
Daleki od świętości melanż szpitalnej opery mydlanej, sobotnio-niedzielnej nadprzy-rodzoności i utrzymanej w dobrym stylu historii detektywistycznej naszpikowany tanimi, pospolitymi efektami i obfitujący w pospolite wątki. Dzięki umiejętnościom von Triera wszystkie utrzymywane są w stanie wrzenia. Film pomysłowy i zabawny.
Hoberman, Voice
Królestwo, wielkie paranoiczne i zarazem mistyczne widowisko, jest pierwszym filmem zrealizowanym tak krańcowo, z nerwem, niecierpliwością i humorem.
Olivier Seguret, Liberation
Królestwo łączy żart z głębszą refleksją, seriale o lekarzach z filmowym horrorem, filmy klasy B ze społecznym krytycyzmem. Widzowie są zachwyceni a film może się wydać nawet za krótki.
Harald Martenstein, Der Tages Spiegel
Sensacja granicząca z rewelacją; narodziny nowego mistrza kina wizualnego.
Paolo d'Agostini, La Repubblica
Histeryczny serial telewizyjny usuwający w cień Miasteczko Twin Peaks, mający szanse stać się serialem kultowym
l'Unita
Film duńskiego reżysera Larsa von Triera, pierwszy od czasu Europy, jest lunatyczną, przypominającą Miasteczko Twin Peaks mieszanką czarnej mydlanej komedii z horrorem - filmem, który może się stać kultowym dla widzów lubiących emocje.
Sfilmowane kamerą wideo dla telewizji duńskiej Królestwo, pokazane zostało w Wenecji po przekopiowaniu na taśmę 35 mm, podzielone na dwie części, z których każda zawierała dwa epizody. Chociaż telewizyjne pochodzenie filmu jest oczywiste, skomplikowany rodzaj materiału (głównie zrealizowanego w sepii, przypominającej pierwszy film von Triera, Element zbrodni), nadaje dziełu taki wygląd, że w połączeniu z impresyjnym zastosowaniem przez reżysera efektów dźwiękowych Dolby, nadaje się do pokazu kinowego.
Dźwięk rozpoczyna się w filmie od kpiąco-ponurego głosu spoza kadru, opowiadającego historię wielkiego kopenhaskiego szpitala nazwanego - Królestwem, zbudowanego na bagnach, których woda służyła kiedyś do wybielania płócien. Spoza mrocznych zdjęć oparów chloru i rąk po omacku wznoszących się w górę widzowie słyszą, że w gmachu zaczynają pojawiać się pęknięcia i że świat duchów jest gotów do walki z arogancją dwudziestowiecznej nauki. Ze ścian spływa krew, w ślad za nią pojawiają się napisy czołowe i towarzysząca im rock and roll'owa muzyka.
Derek Elley, Variety, 26 września 1994
|
Królestwo to Ostry dyżur dla myślących.
Washington Post
|
Królestwo II to druga, co nie znaczy wcale, że ostatnia część długiego, zjadliwego i ponurego serialu telewizyjnego Larsa von Triera o bardzo dziwnym szpitalu w Kopenhadze. Film tego duńskiego reżysera wzmacnia jego kultowy status, który rozrasta się niepohamowanie jak nowotworowy guz któregoś z jego bohaterów. (...) To mieszanka metafizycznych rozważań, anarchicznego humoru, współczesnej satyry społecznej i zapierających dech efektów specjalnych (...).
By włączyć się w akcję nowych odcinków, nie jest konieczna znajomość pierwszej części Królestwa, choć to na pewno pomaga. Helmer wraca z Haiti z miksturą, która przemienia ludzi w zombies. Doktor Bondo przeszczepia sobie zaatakowana przez raka wątrobę, by móc obserwować rozwój choroby w sposób najbardziej bezpośredni. Pani Drusse ulega wypadkowi samochodowemu (...). To, co najbardziej warte wyróżnienia, to dzieje Judith, która rodzi dziecko odznaczające się bardzo przyspieszonym cyklem rozwoju. Gra je Udo Kier, niegdyś ulubieniec Warhola i weteran filmów Fassbindera. Sceny pomiędzy matką i synem okazują się najbardziej poruszające w tym filmie.
Allan Ulrich - Bizarre Danisch "Kingdom" reises spirits
Examiner Staff Critic, 29 V 1998
|
Królestwo to szpital zbudowany na mokradłach, opanowany przez lekarz, pacjentów i cienie duchów z przeszłości. Królestwo II to duński serial telewizyjny o życiu w tym wielkomiejskim szpitalu. To częściowo mydlana opera, a częściowo potępienie natury ludzkiej (...). To surrealistyczna wizja, komiczna i przerażająca jednocześnie, w której występują elementy metafizyczne i naturalistyczne, niekoniecznie się równoważąc, gdzie nauka i przesąd są śmiertelnymi wrogami. Królestwo II sytuuje się pomiędzy Ostrym dyżurem a Miasteczkiem Twin Peaks.
Andrea Chase - The Kongdom II
Movie Magazine International, 27 V 1998
|
Max: W Danii jesteś szalenie popularny jako autor telewizyjnego serialu Królestwo. "Skrzyżowanie Miasteczka Twin Peaks i powieści Stephena Kinga - tak przeczytałem o nim w jednej z gazet.
Lars von Trier: Do pokrewieństwa z serialem Davida Lyncha rzeczywiście się przyznaję, do Kinga już nie. Szczególnie podobały mi się pierwsze odcinki Miasteczka Twin Peaks. Te , które Lynch reżyserował osobiście.
Max: Co skłoniło cię do pracy dla telewizji?
LvT: Szczerze mówiąc - zrobiłem to dla pieniędzy. Nie było ich zresztą wiele, ale pozwoliły mi po prostu przetrwać. Praca nad serialem była przede wszystkim świetną zabawą.
Max: Polscy widzowie będą mogli zobaczyć w kinach obie części Królestwa.
LvT: Mam nadzieję, że zobaczą także resztę. (...) Skończyłem pisanie scenariusza trzeciej i ostatniej części. Będzie bardzo podniecająca i bardzo straszna. Bardzo, bardzo straszna! Wyjątkowo straszna!
Pokazać to, czego nie pokazał nikt. Z Larsem von Trierem rozmawiał Piotr Gociek, Max, nr 1/1999, s. 23
|
Gust do filozoficznej błazenady łączy z resztą dorobku reżysera jego Królestwo I i II, które pozornie zdaje się być ciałem obcym w tym życiorysie. Robiony dla telewizji wieloodcinkowy serial przyniósł mu największy rozgłos w ojczyźnie. Supernowoczesny szpital zbudowano na mgłach, mokradłach i śladach dawnej zbrodni, więc pośród komputerów i laserów dobre duchy walczą ze złośliwymi demonami, a nauka "Zwalcza głupie przesądy" - tylko w koninie cos czasem załka. Nie lubiący duńskich kolegów ordynator-Szwed lubi zaglądać do sedesów, bo niektóre stolce toną, a inne nie. Wszyscy polują na świeże wątroby umierających, by ich użyć do przeszczepów, a bywa, że ucięte głowy toczą się po szpitalnej podłodze. Makabreska von Triera desakralizuje autorytet profesorskiej medycyny, ale także namaszczony archetyp śmierci, wykrętnie omijany przez show business jako cos obscenicznego. Furiackie, szaleńczo szybkie jazdy kamery ("z ramienia", a jakże!) potęgują wrażenie chaotycznego absurdu.
Pokazywanie języka ("masturbowanie widza"?) przez von Triera, jego zuchwalstwo i impertynencja rzadko sprawiają wrażenie sztucznie doklejonych elektrowstrząsów. Odbiera się je jako elementy przemyślanego systemu, zakładającego konieczność nowatorskiej odnowy dzisiejszego kina. W porównaniu z efekciarskimi wyskokami pod egidą Lyncha-Tarantina, aktywność von Triera wydaje mi się inteligentniejsza i więcej zapowiadająca.
Jerzy Płażewski - Lars von Trier - konieczność odnowy.
Kino, nr 2/1999, s. 34
|
Lars von Trier bawi się. Tym razem medycyną, szpitalem, duchami i makabrą. A wszystko to w tonacji czarnego humoru i postmodernistycznej nonszalancji. (...) Królestwo jest w każdym razie popisem stylu von Triera w najlepszym wydaniu: zdjęcia kamerą z ręki, pozorna niedbałość techniczna, paradoksalnie osiągnięta dzięki perfekcyjnemu montażowi, no i charakterystyczna "telewizyjna" faktura oraz koloryt złoto-brązowy, efekt skomplikowanego zabiegu technicznego. Film zrealizowany był na taśmie 16 mm, następnie przekopiowany na video, montowany na video, przekopiowany znowu na taśmę 16 mm, a na koniec na 35 mm! Niech więc nikogo nie zmylą "usterki", bo w istocie mamy do czynienia z estetycznym przerafinowaniem. (...) Surrealistyczny horror w stylu Miasteczka Twin Peaks sąsiaduje z telewizyjną soap-operą, do czego von Trier radośnie się przyznaje, przywołuje także jako swój wzór stary serial Belfegor, czyli upiór Luwru (jako dziecko porządnie się bałem...), a na upartego znaleźć można byłoby odniesienia, jeśli nie dosłowne cytaty, z różnych innych filmów. W najmniejszym stopniu nie podważa to oryginalności, mamy przecież do czynienia z postmodernistyczną zabawą (...). Ogląda się to z zaciekawieniem, któremu sprzyja ekstremalność reakcji - od strachu po obrzydzenie. A von Trier potrafi sterować odczuciami. Na wszystko nakłada zaskakujący ładunek humoru podszyty satyrą, która ma charakter uniwersalny. (...) Czy oznacza to, że (w Królestwie - przyp. KS) racjonalizm przegrywa z wszechobecnym, wydobywającym się z każdej szczeliny irracjonalizmem? Znowu nie należy wniosków von Triera traktować zbyt poważnie. Logika i absurd przeplatają się (...).
Mikołaj Halicki - Duchy rozkładu
Kino, nr 7/1999, s. 44
|
Tak jak było w przypadku Miasteczka Twin Peaks Davida Lyncha, serial von Triera opowiada o sprawach wykraczających daleko poza jego fabułę. Lynch w swoim fikcyjnym miasteczku stworzył metafizyczna metaforę dobra o zła. Dla von Triera z kolei tytułowy szpital to odzwierciedlenie cywilizacji - gmachu pozornie potężnego, rozsadzanego jednak od środka przez ludzkie ambicje, namiętności i niezdrowe żądze. W królestwie, jak w każdym szpitalu, personel średni gryzie się z lekarzami. Studenci bawią się ludzkimi zwłokami na lekcji anatomii. Lekarz naukowiec gotów jest na (wszystko), żeby tylko zdobyć materiał do publikacji. Jego kolega z kolei zrobi wszystko, żeby wykręcić się od odpowiedzialności za błąd w sztuce, który zmienił kogoś w warzywo. Sanitariusze piją (piwo) w pakamerze. Pacjenci błąkają się wśród tego wszystkiego; nie wzbudzając niczyjego zainteresowania, poza rutyna obchodów.
W Królestwie, jak w krzywym zwierciadle, odbija się współczesne społeczeństwo - duńskie czy równie dobrze polskie - pełne wyalienowanych instytucji żyjących swoim własnym życiem, w całkowitym oderwaniu od celów, dla jakich je kiedyś stworzono. Odnajdziemy tu też zalążki oskarżeń, które pod adresem nowoczesnego społeczeństwa von Trier wysuwa w Przełamując fale i w Idiotach - oskarżeń o dehumanizację, zanik prostych ludzkich odruchów, zwyrodnienie uczuć, egoistyczna krótkowzroczność.
W jednym z odcinków dowiadujemy się, że lekarze Królestwa przestali już wypełniać karty chorobowe po łacinie, bo zbyt wielu pacjentów zna ten język. Trzeba było wymyślić jakiś nowy szyfr. To żartobliwe nawiązanie do krytyki nowoczesnej cywilizacji prowadzonej przez Foucaulta: w tym metaforycznym szpitalu wiedza zamiast służyć człowiekowi, służy dominacji człowieka nad człowiekiem. Dla dopełnienia metafory po gmachu szpitala błąka się tez minister zdrowia - żałosna karykatura demokratycznej władzy. (...)
Z dzisiejszej perspektywy widać, jak ożywcza była dla von Triera praca nad Królestwem, do której zabrał się początkowo - jak przyznaje - z pobudek czysto finansowych. W rezultacie reżyser przemyślał jednak swój własny styl i tak zwanym manifestem Dogmy - hymnem na cześć kina dokumentalnego realizmu - spowodował ferment w europejskim środowisku filmowym. Królestwo to interesujący przykład na to, jak wiele może zyskać artysta hołdujący sztuce elitarnej przez małą wycieczkę w świat telewizyjnego horroru i komedii.
Wojciech Orliński - Świat jak szpital.
Gazeta Wyborcza, 29 VI 1999, s. 14
|
Tytułowe Królestwo to ogromny kopenhaski szpital, instytucja symbolizująca czystą, racjonalną naukę medyczna. To właśnie tutaj, w miejscu, gdzie każdy przesąd to tabu, von Trier uwalnia ducha z lampy. I jak w prawdziwej operze mydlanej śledzi wyolbrzymione i zupełnie nieprawdopodobne perypetie bohaterów. Swojej czarnej komedii pozwala rozwijać się powoli, ale już po pół godzinie staje się jasne, że w duńskim Królestwie dzieje się coś niedobrego. Spoza mrocznych zdjęć oparów chloru i rąk po omacku wznoszących się w górę widzowie słyszą odgłosy pęknięć pojawiających się w gmachu szpitala. Świat duchów jest gotów do walki z arogancją XX-wiecznej nauki. Ze ścian spływa krew, a głos spoza kadru mruczy apokaliptyczne ostrzeżenie, że "arogancja i ciągłe wypieranie się duszy przez naukowców sprawi, iż któregoś dnia zobaczą Królestwo zapadające się ponownie w bagno.
Film, który wciąga i uzależnia, opr. Beata Hejak
IKS, lipiec 1999, s. 6
|