NOWOCZESNA HISTORIA O DUCHACH
 
Lars von Trier, znany polskim kinomanom jako twórca Przełamując fale i Idiotów, udowodnił, że jego specjalnością jest łączenie skrajności. W filmach tego reżysera zgrywa spotyka się z poruszającym dramatem, "zimny" formalizm z gorą-cymi i jakże prawdziwymi emocjami. Królestwo, którego pierwsza część powstała w 1994 jest bodaj najbardziej eklektycznym jego utworem.
 
Z telewizji do kina
Królestwo należy do nielicznego grona filmów "wybranych" przez widzów. Swój niezwykły status zyskało dzięki umiejętności wytworzenia świata, rządzącego się prawami znanymi jedynie wtajemniczonym. Być widzem Z archiwum X, Miasteczka Twin Peaks czy nawet Ostrego dyżuru to - mimo niewątpliwej masowości zjawiska - należeć do elity. Teraz do grupy kultowych przebojów dołącza te-lewizyjny serial duńskiego reżysera, który jednak z powodzeniem wyświetlano w kinach po obu stronach Atlantyku.
 


Crichton czy Lynch?
Pozornie wydaje się, że najwięcej łączy Królestwo z popularnym Ostrym dyżurem. Akcja filmu rozgrywa się bowiem w kopenhaskim szpitalu. Podobnie jak doktor Ross czy doktor Greene, lekarze z ekstrawaganckiego przedsięwzięcia von Triera przeżywają osobiste i zawodowe dramaty. W ich życie ingerują jednak czasami duchy. Bohaterowie zaś nie zawsze kierują się dobrem pacjentów i prowadzą podej-rzane interesy. W Królestwie nie wszystko ma racjonalne wytłumaczenie, ale - jak w Miasteczku Twin Peaks - niektórzy wcale się tym nie przejmują. Wydaje się, że reżyser oczekuje, byśmy i my poddali się dziwnej logice tego filmu.
 
Paranoiczna opera mydlana czy surrealistyczne cinema verité?
Lars von Trier przyznaje, że Królestwo powstało jako konsekwencja młodzieńczych fascynacji kinem klasy B i tanimi opowieściami o duchach. Ale, pomimo komedio-wych akcentów, film nie jest tylko pastiszem mydlanych oper czy zabawą konwencją popularne-go kina. Sposób realizacji zbliża go do kręconego "na gorąco" i pospiesznie zmontowanego dokumentu. Być może właśnie dlatego świat Królestwa intryguje i zadziwia.
 
Królestwo to Ostry dyżur dla myślących
Washington Post